15 kwietnia 2011

dziwny rodzaj zaufania w stosunku do mnie ...


hmm 

to bardzo ciekawe .... chyba jestem typem który ma wrodzone ze by pomagać ludzią... i to nawet bezinteresownie.. czasami bezinteresownie od tak dla siebie ... żeby poczuć sie chyba bardziej ludzki .. poczuć te fajna przyjemność po wykonaniu i jeszcze zadowoleniu ..  to uczucie jakiegoś triumfu nad samym sobą ... jakaś naiwność jakiś taki dziwny atak fajnej energii we mnie który się czuje jak emanuje.. w tedy jestem z siebie jeszcze bardziej zadowolony czuje sie przyjemnie i lubie to uczucie we mnie  ...

kto mnie zna to wie że zawsze staram się wysłuchać i rozwiązywać to co ich męczy... nie wiem dlaczego daja tyle zaufania do tego.. czuje że jak ktoś to robi to wie że odemnie dostanie odpowiedź.. dziwne bo czasami wiem więcej o nich niż ich rodziny a nie wspomnę o najdroższych ... dziwne to .. wiem wiele .. czasami za dużo to powoduje że muszę uważać ... mogę stworzyć katalog każdego mojego rozmówcy i powiedzieć co lubi jak zrobić żęby się cieszył czy ci na ba sumiwniu...  troche to dla mnie za duża odpowiedzialność ... znam rzeczy .. których może bym nie chciał wiedzieć ale już zostałem nimi obdarzony ... hmm skąd takie zaufanie .. no nie wiem skad wszyscy czuja że można mi powiedzieć ... nie wiem skąd czerpią wiedzę że jestem rozwiązaniem ich problemów.. bardzo szybko je ujawniają ... jakoś za szybko to czasami się dzieje ... nie wiem chciałbym być raz tąosobą i poczuć dlaczego właśnie ja.. ten który ma mało co ożyciu do powiedzenia ja się go dopiero ucze.. dopiero co nauczyłem się spostrzegać je cieszyć sie nim i nadawać mu sens i pasje.. ale ciągle sie go uczę ... a tu bęc ciągle ktos cos chce ode mnie coś  .. i czasami muszę uważać bo wiem o niektórych zbyt wiele i trzeba trzymać w sobie za zębami ... uważać żęby czasami w dziwnym wątku nie użyć swojej wiedzy w złym czasie....

jak to jest że oni szybko do mnie czują zaufanie ... i mówią rzeczy do których pewnie nie przyznaliby sie innej osobie .. dziwne ... intrygujące ... choć naprawdę fajnie czuć że coś można zrobić w tym zwariowanym świecie..

 to ciekawe .. np moja właścicielka nie wiem czy ze względu na poprzednich właścicieli .. zawsze płaci za mnie wszytkie rachunki sprawdza i opłaca sama .. to jest inny sposób zaufania ... mieszkam mógłbym to rozwalić albo nie płacić jej ale płące i mogłbym spokojnie opłącać rachunki ... ale nie ... sama to robi..

drugą sprawą jest policja ... zawsze nie lubie spotkań z nimi .. denerwują mnie strasznie .. zawsze nie lubie jak mi zajeżdzają drogę .. czuje nie pokój choć nigdy nic nie zrobiłem złego .. no oprócz picia w miejscach publicznych ... ale to lubie i kiedyś o tym napisze to taka moja dawka adrealiny ... wiedząc że to jest karalne i tak to robie.. zawsze z policja to musze dokumenty wyciagać albo komórke mi sprawdzają ...  no coż wyglądam młodo może dlatego..

ale też są takie sytuacje jak dziś podchodzi pani i pyta czy mam czas... myślałem . że chciała szybciej do kolejki i kupić coś to że ja po pracy to mam trochę wolnego czasu więc ją przepuściłem ...  atu bęc dostaje do reki telefon i jakiś papierek .. prosi o wpisanie kodu doładowania.. a mogłem uciec z tym telefonem .. ech .. nie wiem skąd się tu bierze ... ciekawe ...

tak więc będę sie starał dalej sluchać  i pomagać bo to mnie laduje i daje kopa energii ...


12 kwietnia 2011

miajajac zombi ... codzien ... przerazam się...

hmm jak to by powiedzieć .. jest mi smutno chodząc po mieście ... i czuje się dziwnie ... 

wyobraź sobie ... popatrz na codzienny dzień na mieście ... rano ... czy popołudniu... wszędzie ludzie ... mrówki można powiedzieć ... rano rozumiem wstają i zaspani idą z punktu a dom do pracy punkt b znaną na pamięć trasą ... tym samym autobusem czy drogą która c jakiś czas coraz bardziej się korkuje .... wkurzeni znudzeni i już zrana przemęczeni... ech ...

no dobra popołudnie idę sobie ... wesoło stukając podeszwa o nasze krzywe .. hmm może ktoś jakiś algorytm czy funkcję matematyczną użył do układania tych chodników .. nie wiem ale niektóre to jak złożone funkcje matematyczne tu się wybrzuszają tu znikają w dół .. istne sinusoidy ... drogi chyba lepiej już kładą .. mniejsza z tym choć przy moim sposobie chodzenia to ciężko się porusza .. jeżeli ja się Lubie rozglądać i patrze przed siebie zapominam że nagle zmiana wysokości to kilka cm 
nagle krok się staje chwiejny ... ruch ciała pewnie nieźle głupio wygląda dla kogoś mi się przyglądającego .... hmmm nie wiem może się dowiem ... później zanim odzyskam swój krok kilka pierwszych jest nie do opanowania.. czuje się jak małe dziecko które dopiero się uczy chodzić a jego krok jest niestabilny.. każdy nowy ruch wyzwaniem żeby się nie przewrócić... i przez to pewnie tak mi ciężko wróćić do poprzedniego mojego tempa i kroku którym mijam chodniki i ludzi ... 

no dobra co mnie boli... może bardziej przeraża ze te mrówki nawet popołudniu nie zwolnią biegną ... wszytko w ciągłym pospiechu ... czuje jak przechodzą koło mnie zombi... brak energii od czasu do czasu ktoś popatrzy sie do góry czy popatrzy prosto w oczy .. czuje się jak bym cienie mijał .. brak jakiegoś życia ... brak energii szczęścia... czujesz nic ... nawet czasami czuć jak mogli to by 
zaczęli twoje bateryjki wyjaławiać .. karmiąc się tym co masz... i to nie tam lyk ... tylko wszytko i to już ... tak żeby z ciebie sam konar został bez liści ... suchy jak patyk i łatwy do złamania tylko dobrze ktoś dmuchnie i znikasz... padasz... załamuje mnie ten widok ... spoko żyjemy w czasach ekstremalnie szybkich ... ale ja potrafię np zwykłą rzecz zamienić na spacer... idę do sklepu... podkreślam ide... kupuje kilka rzeczy a nie pełen wózek i mam czas żeby się przejść ... 15 minutowy spacer by niektórych chyba przeraził  .. ja Lubie iść 45 minut do mojego bankomatu choć swój pierwszy mam pod nosem .. i to tak blisko że w jakbym się uparł to w kapciach mógłbym wyskoczyć.. ale po co ... mogę się przejść mogę czuć i patrzeć na zieleń która właśnie się rodzi... zostawiam telewizor i komputer.. wychodzę nawet sam idąc więcej robię niż przed telewizorem ... 
fakt jedno co zabija ludzi wpatrzonych w chodnik ... jakby szukali tam szczęścia zgarbieni jak to wszyscy mowia tym beznadziejnym krajem... fakt jest ... ale wielu jakoś w nim sobie radzi ... i jeszcze cieszy się życiem .. fakt cześć to farty po rodzicach .. ale część to własna praca i determinacja... jesteśmy nauczeni do marudzenia a nie działania... a taki prosty spacer jest przyjemny ... chciałbym tylko mijać wesołych ludzi nie tylko mrówki ...zamęczone pracą obowiązkami i zagubione w tv ... 

jak by się milej żyło jak by więcej uśmiechu można było spotkać w zwykły dzień w każdej najprostszej sytuacji sami byśmy sobie pomogli bardziej nim niż czasami współczuciem dla innych ... 

a na pewno mijając ich czułbym sie przyjemniej i fajniej... patrząc w te wesołe i pełne energii oczy mijanych ludków a nie zombi.....

czekam ... na to ... 

10 kwietnia 2011

jak łatwo oszukiwać samego siebie ....

ile kur..e można ... 

a co co chodzi a o to że co jakiś czas sam siebie oszukuje... dziwne .. nie przebiegłe w swej myśli... taka nasza natura ....

tak więc u mnie to wygląda tak... nam swoje marzenia i dążenia jakieś cele ... ale zawsze coś na drodze stanie ,, a człowiek to leniwa istota... chyba ja byłem za bardzo ... nawet dojście do połowy wyznaczonego zadania .. okupione ciągłymi potyczkami z samym sobą walką o każdy krok w przód o każdy milimetr spełnienia ... i co stając i czując jak to dużo kosztuje .. logika zaczyna się włączać i znów napastuje mnie odczuciami.. tymi złymi .. oziębłymi słowami... ze jestem słaby.. odpuść sobie.. pomyśl na co to robisz ... i tka czujesz że się poddasz.. a najgorsze to moje uczucie lenistwa... o tak ono doprowadza do szału zmysły ... potrafi jak strzała czy grom z nieba zaatakować... przeszyć.. poczuć niepokój i niestabilność ... co tylko doprowadza do tego że znów oszukałem samego siebie  ... każdy się spyta jak to...

proste mam marzenia i chciałbym je zdobyć ale to wymaga jednej prostej w swej myśli -> zmiany... a wiem co to oznacza ... człowiek przyzwyczajony do urojonego spokoju.. do tego co go otacza bo nie zaskakuje i nie śmierdzi uczuciem niechybnych zmian ... każdy ma takie uczucie że lubi ten porządek co jest.. narzeka ale go lubi... choć w duszy sam się oszukuje tak powtórzę to... sam siebie oszukuje (nawet to podkreślę) że tak mi jest dobrze i przyjemnie .... i tak ciągle wpajam sobie tą myśl że jest fajnie świetnie ... a czego .. przecież jeden mały krok w dużym okresie czasu okazuje się że ten mały krok prowadził do zmiany rzeczywistości .. ale chyba nie wiem czy to polska natura czy podobno jakiś wpływ znaku zodiaku ... skąd te bzdury piszą ... tak polak to narzekacz .. nic nie zrobi i nic nie ruszy palcem ... nawet nie pomyśli że jeden ruch może wytworzyć coś nowego coś ciekawego.. "e nie" na pewno usłyszę ... nasza logika dobrze się broni przed zmianami ... nienawidzimy ich .. nie lubimy ich ... nie czujemy się z nimi dobrze... oznaczają ze świat nagle się rozpada i nasze 4 ściany które dobrze nas chroniły od tego nagle jak japońskie domki się rozpadły pod naporem rzeczywistości... kocham błogi stan spokoju gdy nie ma ciśnienia.. i jak robocik krocze dzien za dniem wiedząc co się wydarzy...

dość dość dość... 
wszędzie każdy coś mowi i daje rady ... ale zacząć os siebie najtrudniej... te obawy miotające mną.. te uczucie nieświadomości.. że nagle dzień inaczej się może skończyć... myśl główna i na co to i po co ... ciągle przeszywa ciało i umysł stawiając ciągle człowieka w jakieś zakłopotanie zły nastrój... ciągle omotają w myśli które mają uziemić moje pragnienia do ziemi .. pokazać że teraz teraźniejszość jest dla mnie najlepsza i nie potrzebuje tego ... no i walcz sam z sobą ... to chyba najgorszy wróg jaki może istnieć dla mnie ... nie ma gorszego .. potrafi po każdej mojej porażce jak to polak pokazać że to się nie opłaca wyśmiać działania.. szydzić z tego co staram się poprawić i pokazać jak to wygląda beznadziejnie ... o nie ... tak upadam ... codziennie czasami.. tak czuje tą złość jak mój głos znów ze mnie szydzi ... jak polak który się cieszy że sąsiadowi się coś stało a jemu nie ... mój własny głos zabija mnie... czuje jak zużywa energie  która mogę wykorzystać do innych celów... dwa dni spokoju ale moja energia nie powoli temu działaćdalej .. głos ucichnie w końcu wstaje i dalej walczę... choć nie raz opadnę jeszcze ..

zacząłem od małych rzeczy .. od rzeczy które zawsze się na jutro odkłada.. tak ciągle jutro i jutro ... a dziś przenika mi przez pralce ... jak piasek żółto bursztynowy z najpiękniejszej plaży czy woda błękitna opływająca palce po nabraniu z nad najczystszego jeziora na świecie która jest tak cysta że aż strach zanurzyć się w niej żeby nie zepsuć i jej przepięknego lustra nieniskiej barwy odbijającej słońce od kamieni na dnie... choć tak piękne umykają mi dziś ze słowem jutro... nie ma tak... 

mam dość jak to ktoś kiedyś powiedział mamy władze na dziś.. teraz ... nie jutro... więc każdy dzień niech będzie wyzwaniem, niech ciągle czuje to uczucie zmian.. doprowadzi mnie ono na szczyt choć mojego najmniejszego marzenia i celu... (oo nich kiedyś opowiem) ... choć czuje słowa mojego wewnętrznego ja dziwnym faktem nie boje się już jego śmiechu... bo i tak wiem że kiedyś wygram stane na szczycie mojego ja i powiem co teraz możesz mi powiedzieć ... po tylu twych słowach tylko mnie wzmocniłeś w tym co robiłem ... nie chce się oszukiwać że tak mi jest dobrze ...

mam dość wmawianie sobie samemu że wszytko jest ok.. jeżeli żyje tak jak nie chce ... jak żyje nie zgodnie ze swoimi potrzebami ... i sam siebie oszukuje ... że tak mi jest dobrze .. bo to nie prawda ... każdy czasami patrzy w siebie i czuje że czegoś mu brak .. mi też tak jest .. i powiem że to mnie zaczęło męczyć ...

szkoda czasami czasu żeby nie słuchać siebie ... ono czasem mówi czego pragnie ... czemu tego nie dać... choć to jest ciężkie.. wymaga prostego słowa a jak mocnego dla mnie ... zmiany... ono ma moc ... której się obawiam a z drugiej strony chce to .. a dążenie tak kusi .. że już ja wybrałem .. wole czuć tą moc niż upadłe .. nieprawdziwe .... oszukujące mnie uczucie przyjemności ... spokoju ... chorego wmawianego komfortu ...

trzymam za siebie kciuki żebym wstawał coraz szybciej z każdego upadku .... 


3 kwietnia 2011

roboczy weekend ....

Nie ma jak to pojechać do swojego rodzinnego miasta na weekend... szybkie pakowanie w piątek i ogień, miejski na dworzec i już pędzę do swojego miasta .. nocna porą .. jak zwykle w tym szybkim pakowaniu nic do czytania nie wziąłem więc zostaje zasnąć.. to mam opanowane do perfekcji po kilku minutach jazdy potrafię się wyłączyć i  zdrzemnąć nawet w rzucającym na wybojach w niewygodnym fotelu ...  - w końcu wiedziałem żę ten dzień nie skończy się na przyjeździe tylko do domu ...

ponieważ weekend jest krótki a trzeba odwiedzić parę osób których znów chwile nie wiedziałem ... i jeszcze jakoś podzielić ten czas żeby kogoś nie urazić .. jak ja kocham takie wyzwania ... podzwonić poumawiać się i przypadkiem o czymś  nie zapomnieć ...mało kiedy używam kartki i długopisu .. moim śmieciowych schowkiem jest umysł ... nie wiem jak on to mieści i nie gubi ale jak na razie muszę mu przyznać że nieźle się spisuje choć czasami ktoś mi wypomni że o czymś znów zapomniałem ... może dlatego że jak się umawiam to idę i staram się być punktualnie wyrobiła mi się pamięć do śmieci ... które  są tylko kilka dni potrzebne ...  

no i już tylko wjeżdżam już się umawiam.. wiedziałem w duszy że ten dzień łatwo się i szybko nei skończy.. spotykam mojego dobrego przyjaciela ... taxi szybko do domu rozpakować... zjeść przywitać się i już na mieście ... idziemy do sklepu... kurde zamknięte ... co jest ... na zegarek o masakra to już 23 godzina ... nic nocny nam zostaje ... a tam jak zwykle wiele przemykających ludzi zmęczonych już wieczorem ale stojąc ciężko na nogach zamawiający następne % i to tak egzotyczne że nawet wymówić ich nazwy ciężko ... 
zaopatrzenie sklepu nie jest duże, więc zbieramy trochę chmielu i gonimy dalej ... przenikamy po chodnikach na których jakieś niedobitki jeszcze idą .. jak nazwać można to chodem bardziej przesuwają ciężkimi nogami po kwadratach chodników ... im bardziej chcą iść prosto tym bardziej ... ich ruch i każdy krok jest niestabilny ... zabawnie to wygląda na twarzy skupienie pełna interwencją rekami aby utrzymać pion.. a ciało i tak ugina się i przemieszcza całą osobę w dziwnych pozach ..   pamiętam jak byłem młodszy po dyskotece imprezie na szkole wchodząc jak najciszej zawsze narobiłem takiego hałasu że sąsiadów można było obudzić .,... a zwłaszcza rodzice wiedzieli  ze zmęczony wróciłem ... ech ... 

dobra wracając do wątku .. po pełnych godzinach rozmów żartów i innych rzeczy wypiciu paru piwek trzeba iśc do domu .. pogoda jest fajna ciepło wiec czemu nie zwiedzić swojego rodzinnego miasta na piechotę... 

jest 3 godzina ... cały spacer zajmie około 45 minut zobaczę co się dzieje w małym świecie... 
idąc znanymi dla mnie drogami nie mijam żadnego człowieka ... ech kiedyś wracając z imprezy zawsze ktoś sie gdzieś przemykał szurał butami na autopilocie .. wracając po dobrej imprezie do domu .. a teraz ptaki tylko słyszę ... raz na kilka minut taksówka no i może z dwa razy taksówka śmignie pustymi ulicami ... ech miasto zamarło ... nawet w oknach nie ma świateł wszyscy śpią no to nie możliwe ....  dochodząc do swojego osiedla mijam miejsca z młodszych lat
pamiętam jak się całymi ekipami tam siadało całymi dniami... zawsze było wiadomo gdzie szukać ludzi .. gry w karty .. piwo .. kawaliery ... toczyło się życie ...  nie było dnia nawet w deszczową porę zima czy jesień aby nie wyjść na powietrze i czegoś nie wykombinować .. przyjemne czasy ... nie potrzeba było internetu komputerów a tak zawsze było wyśmienicie .. zawsze człowiek wyszedł coś porobił ... 



szkoda że teraz tak nie ma ...  choć czasami udaje mi siękogoś jak za dawnych czasów wyciągnąć na coś zwariowanego ale o tym kiedyś..... 


31 marca 2011

obudzic sie.... z matrixa ....

Każdy widział ten film a może prawie ... Jak Leo dostaje 2 kolory ... ciekawe ile by dał żeby wybrać tą w której był błogi sen .. spokój ... i niewiedza o tym co się dzieje poza granicami matrixa.... myślę że jakby mógł wybierać jeszcze raz wybrał by zapomnienie... tak jesteśmy stworzeni tak że nie lubimy zmian.... a zwłaszcza w swoim życiu .. które następują bez naszej woli .... ja napewno nie lubię takich sytuacji gdy nagle wszytko zmienia się o 180 stopni i znajdź silę w sobie aby to teraz pokonać i sprostać... uczucie niepewności ... co wydarzy sie za zakrętem chwili ... uczucie pustki ... po czymś co było do czego byłem przyzwyczajony z czym żyłem na co dzień i wiedziałem co może się wydarzyć ... Neo choć miał pozorny wybór stawiam że tam obydwie działały tak samo ale miał ... mnie postawiono już przed faktem dokonanym... stało się .... po chwilach przyjemnych, namiętnych , totalnie fajnych odczuciach i chwilach ,które powodowały szybszy rytm serca ... pach .... strata oddechu na sekundę i zaczyna się ... pustka ... nicość ... uczucie leku i obawa ... 
wypadam z wygodnego matrixa na cztery kończyny - w końcu spod znaku kota - w ciemność z której wiem już że tylko sam mogę coś działać nie ma glosu prowadzącego .. nawet jakieś wskazówki co w takiej sytuacji mam czynić ....  a czujesz tylko złe myśli przeszywające cię jak strzały ... bezradność i poczucie bezsilności.. 
no i znów trzeba zacząć od nowa ... ale pokręcony los .... fakt w tym ciemnym miejscu czas na podliczenie strat... sprawdzenie swoich grzechów ... rozliczenie się z samym sobą ... wyciągasz błędy ... analizujesz ... wyciągasz wszytko to co to utworzyło... swoją obecną sytuację ...  
kiedyś przeczytałem ciekawy tekst z pewnej książki dziś nie pamiętam jej tytułu ale to co autor napisał zaczęło we mnie wibrować a cytat ten to " prawdziwego człowieka poznasz po tym nie ile razy upada a jak szybko potrafi wstać" .. proste w swoim zamyśle wibruje mi pomiędzy tymi wszystkimi złymi myślami odbijając je na 2 tor ... zaczynam pozytywnie myśleć o tej sytuacji ...  sam oszukując swoja logikę zaczyna uwierzyć że to miało sens i cała ta sytuacja nawet na samym dole ciemnego dołu ma dla mnie pozytywne znaczenie... łudzę się tą myślą i nią zaczynam żyć jakby stała ona się mną ... czuje jak ona nabrzmiewa i pobudza przyjemne odczucia... 
a za nimi jeszcze lepsze i tak nakręcając się sam podnoszę się na nogi .. widzę że wspinaczka będzie długa ... ciężka i nieraz pewnie mnie przytłoczy myśl czy to na pewno dobre rozwiązanie czy ten Syzyf to nie ja który ciągle pod samym szczytem upada a jego kamień obsuwa się powoli znów w dól zaczynając tą monotonną sytuację od nowa ... hmmm .. carpe diem ... co ma być to będzie ... nie będę próbował to upadnę gorzej ... bo stracę w swych oczach ... moja osobowość upadnie już że nigdy nie podniosę się będę ciągle grymasem swojego życia .. chłopczyk 30 letni ... który co potrafi robić to się użalać o nie !! ... tego nie dopuszczę ... mamy jedno i zbyt krótkie .. 
jak już ktoś mnie wyrwał z matrixa mojego przyjemnego życia które uważałem za dobre to znaczy że coś miał na myśli ... w sumie mogę podziękować za to "szczęście" upadku ... dziwne nie ... ale tak ... to co się wydarzyło powstało do napędzenie ku lepszemu dziś a nie jutro ... dziś się zaczyna walka nie żadne jutro ... dziś trzeba iśc i coś zrobić nie odłożyć ... dziś może się dużo wydarzyć ... dziś może być fantastyczny dzień... 

chce podziękować za ten upadek.. kto kiedyś oglądał FIGHT CLUB to było tam podobnie ... upadając na dno możemy jak motyl ewaluować ... 

ktoś może powiedzieć e ma dobrą pracę .. .tak ile w niej siedzisz godzin ? .. fakt mas na wszytko auto z salonu mieszkanie tfu co ja mowie apartament.. telewizor i sprzęt hifi super klasy ... zbierasz na nowy ekstrawagancji mebel który doda twojej osobowości smaku przy gościach ... 

a ja lubię swoją prace ... nie pracuje więcej niż 9 h plus jeden weekend w miesiącu ... nie mam na auto z salonu tak chodzę na piechotę lub nielubianą przez was komunikacją miejską..  mam telewizor stary ale działa choć go nie używam....  nie oglądam telewizji .. czasami gram na wyśmiewanej przez wszystkich konsoli WII ale mamy frajdę z niej szczególnie na imprezach ze znajomymi  .. 

jest jedna rzecz która praca i telewizja zabija ... ja czuje ... ja ide po mieście ... widzę dotykam czuje zapach ... mijam spokojnie ludzi .. miejsca .. mam czas żeby się zatrzymać ... zobaczyć ostrzej dokładniej ... napawać się miłym widokiem .. uśmiechnąć do przechodzącej dziewczyny ... choć w  cale jej nie znam ... dzięki że chodzę na piechotę mogę dłużej zobaczyć energicznie przechodzącą kobietę jej każdy ruch ... co jest fajne i przyjemne dla mnie ... 

to jest właśnie moje przebudzenie z matrixa ostre ale inny pogląd na świat inaczej spostrzegam siebie oraz otoczenie ....  a czy będzie to dobre dla mnie ... nie wiem.. ale czuje że jestem na jakieś nowej intrygującej ścieżce i łatwo z niej nie zejdę ... problemy będą ale staram się przeskoczyć je lub znaleźć sposób na nie ... i jak Neo musze się przystosować do nowej rzeczywistości nowego świata .... 


o tak .......

29 marca 2011

kobiece rzeczy.... których nie umiem robic dobrze ....

wtorek ..

coraz cieplej na dworze i przyjemniej ... powoli zielony kolor zaczyna barwic okolice, mój nos juz wyczuwa wiosnę moja alergia nasiliła się więc to już ostatnie oddechy zimy ... praca przebiegła spokojnie zmagając się  nad nowym wyzwaniem ...  projektem ... pasją ... praca (?) -  ble praca nudzi mnie to co robię nie - nazywa się to rożnie ale to samo dla mnie oznacza.
tak więc walcząc z ów nowym dziełem które ma uszczęśliwić współpracowników... dzień mija jak tornado nie wiesz kiedy i gdzie uderza godzina wyjścia.. ostatnie telefony .. ignorowanie ludzi którzy są większymi leniuchami zamiast czas poświęcony na dzwonienie przekazali go na to co chcą to by dawno załatwili sami no cóż każdy inaczej sobie radzi .. szkoda ze trafił na mnie - wybrednie odbieram telefony - to się nie doczekał ....

z racji że moje mieszkanie znajduję się nad sklepami a obok niego przebiega droga szutrowa.. wszyscy miłośnicy pokazania mocy swojego silnika i chyba dodania punktów do ego.. po odpaleniu swojego wozu.. siedząc jak rasowy rajdowca skupiony, napiety w pełnej gotowości startują ... koła boksują nie łąpiąc przyczepności a efekt ... pieprzona chmura kurzu która wkrada sie na okna ... całe w tym kurzu tylko sucho się zrobi.. jak kiedyś złapie za rękę...  spuszczę powietrze z 4 kół  i zostawię kartkę za wycieraczką nawet jak to będzie kosztować siniaka.... jak to wspomniałem słońce zaczyna pukać do moich okien więc trzeba by je przyjąć godnie do domu ... ostatnio zauważyłem że grubość tego kurzu na szybie jest taka że zaczynają działać jak lustro weneckie odbijając światło .. aż czuję się głupio co myślą sobie przechodnie codziennie idący tą drogą .. nic trzeba się podjąć nowe  wyzwania ...

no i jasne ... jak facet który mieszkał z rodzicami a później z dziewczyna moja  która to robiła...  teraz sam za to się wziąć ... jeszcze chyba nikt nie napisała poradnika dla faceta ala " faceci się domem opiekują" .. ciekawe kto by ją napisał .. kobieta myśląca ze umie wejść w skore faceta - porażka dla mnie - pewnie ten poradnik byłby nie do zrozumienia przez nasze logiczne myślenie ... podrywacz - nie tu by było żeby zaprosił koleżanki na imprezę i coś wymyślił żeby mu pomogły w tej czynności obiecując masaż , później pewnie by patrzył jak dziewczyny by się zabijały o okna aby jak najlepiej wypaść i dostać nagrodę - oby ja w ogóle umiał dobrze zrobić i miał silę dla wszystkich obiecany masaż wykonać .... żonaty - to już w ogóle odpada ma od tego żonę albo żona jego moim zdaniem mają już światopogląd ustawiony ... mają żony więc ich porady mogą być dziwne ... dla mnie ta opcja odpada zawsze uważam że czasami za mało przeżyli albo mieli wielkie szczęście otrzymać kochaną kobietę ... nie zobaczą tego jak to ja czuje albo widzę ... może kiedyś się za to ja zabiorę ... po dzisiejszych doświadczeniach lepiej opowiem jak to wygląda..

na starcie chylę przed wami niewiasty pokłon waszej nieskazitelnej dokładności i rzetelności w tej pracy ... wiem dlaczego kobiety mogą być księgowymi a ja nie .. nie mam tyle wytrzymałości i spokoju ducha ...  robienie tego samego i sprawdzanie 10 razy od razu czuje jak sie gotuje we mnie .. czuje jak mnie przeszywa jakaś myśl żeby już co innego robić .. czuje jak moje ciało w tej pozycji nagle staje się nieznośnie i kręci się jakby mrówki mnie obsiadły które kąsają a ja czuje jak mnie wszytko swędzi i nagle chce iść stąd jak najdalej ... ech jeszcze raz szacunek dla was dziewczyny ...

dobra zdobyłem płyn do szyb .. papierowe ręczniki ... ściągaczkę i szmatka do czyszczenia framug.. zacząłem ...  jeżeli chodzi o framugi to spokojnie mogę wykonywać tą czynność scierając ogromne ilości kurzu i doprowadzając znów je do śnieżnobiałego koloru ... to mi się nawet podoba przyjemne lekkie troszkę gimnastyki po siedzącej pracy to nawet przyjemne uczucie.. zajęty pucowaniem nie zauważam nawet ludzi przechodzących podemną (ale o tym później ). dobra pierwsze szkło od wewnątrz .. psikam tym płynem do szyb aromatyczny mój ulubiony zapach cytrusów atakuje okno ... rozpraszając się po całym mieszkaniu wraz z delikatnym wietrzykiem spoza domu ... całe okno mokre gotowe aby je przejechać delikatnym ręcznikiem zebrać i oczyścić je aby stało się przyjemnie przezroczyste i lśniące .. zaczynam ściągaczką zbierać wodę no i się zaczęło ... jakieś smugi ręka mi podskakuje po szybie tworząc wzroki jak zima na szybach ... kurde to nie jest takie łatwe jak sobie myślałem .. patrze pod światło o masakra wygląda gorzej niż przed ..... jakieś paski kreski od końcówki ściągacza ... ech ... wiedziałem że to nie będzie proste czuje zażenowanie... w moim wieku uczyć się takich rzeczy jak to możliwe ... dobra poprawka recznikami delikatnie przecieram zacieki .. nie jest to proste i czuje że już mnie bierze czuje jak mnie to zaczyna irytować i wkurzać.. oddech ... odpoczynek .. spoko to była cześć wewnętrzna....  

zaczynamy pod górkę .... no tak teraz to wyzwanie ... całe czarne ... 2 mm powłoka dobrze chroni przed promieniami słonecznymi ... naprawdę w duchu myślę teraz jak ktoś tak przejedzie to mu coś zrobię albo karze czyścić  może by się nauczył .. jeżeli chodzi o futryny to spoko idą pod wilgotną ściereczką powoli odsłaniając swoją biel ... ale szkło w oknie domaga się intensywnej pracy .. cale opryskane płynem przesuwam ręcznikiem aa tu się marze o nie ile będę go musiał zużyć żeby doprowadzić go do stanu używalności ... jeden raz drugi ... szok dalej brudne za trzecim razem robię to ściągaczem spoko brud ustąpił .. ale nie maskara znów mi gorąco czuje się wściekły .. smugi jakieś pozostawione miejsca ... nie no masakra ... dobra jeszcze raz tym razem poprawiając na szybko ręcznikiem ... zamykam ale widzę dalej gdzie niegdzie niedociągnięcia ... ech myślę nie mam do tego predyspozycji a nawet nikt nigdy nie kazał mi myć więc skąd mam brać jakieś doświadczenie .... dobra okna w pokoju .. troszkę więcej już wiem ... łatwiej mi idzie w domu ... inaczej już podchodzę ale i tak zostają smugi ... tak zostają .. a walka z ręcznikiem z nimi jest mozolna ... a teraz zewnątrz wychodząc na balkon widzę przechodzących ludzi patrzących się na wariata który przy + 7 stopniach walczy z futrynami ... o tak czuje że idzie świetnie tak futryny mnie nie pokonają .. to ja je zaraz odświeżę i doprowadzę do stanu jak były wstawione :) .... walcząc z samymi szybami i widząc w odbijających się nich ludzi uświadomiłem sobie coś ... 
coś przyjemnego .... jak jeszcze studiowałem zawsze w cieple dni siedzieliśmy na ławkach nawet po nic ale żeby wyjść... nie tak jak teraz tylko siedząc i obgadując wszytko na face czy nk wcześniej wszyscy się spotykaliśmy tam na ławce i to było forum .. wymiana zdań opowieści i tekstów.. to samo macie teraz w swych komunikatorach i wszystkich społecznościowych portalach ale nigdy nie dorówna to tamtym czasom ... pamiętam że nie raz lubiłem patrzeć na balkony na których dziewczyny zmagały się z nimi ... zawsze było to w cieple dni ... a te dziewczyny miały zawsze skąpe ubranie ... nie wiem albo było wygodniej albo wiedziały że my się tam patrzymy ... ale widok był zawsze intrygujący i przykuwający uwagę... a zwłaszcza jak zaczynały myć dolne partie .. delikatnie nachylone gibko wyćwiczone i napiete czasami wyglądały jak gimnastyczki na ćwiczeniach przed jakąś olimpiada .. widok był fenomenalny potrafił pobudzać wyobraźnie a obrazy były ponętne  ciekawe ... jak to kobiece ciało działał o na facetów a tu się ciągle poruszało przyjmując różne pozycję  wzbudzając ciepło wewnątrz człowieka a nawet pobudzało fantazję ... 

nie stety ja taki gibki dziś nie byłem .. do tego opatulony w  polar .... jedyne co mogłem dać przechodnią to ciekawy widok Faceta zmagającego się z oknami .. co mogło być dla niektórych zabawnym obrazem .. gdy się zmagałem z smugami pozostawionymi moimi nieskoordynowanymi ruchami ... 


jak na pierwszy raz jestem i tak dumny ze wyszedłem i podjąłem się wyzwania  ... nie są one doskonale wyczyszczone ale słońce spokojnie już może się wkradać przez nie do pokoju i gościć... 

ps dziś o 18 ustawiłem w końcu wieże jutro myślę że już nie zaspie do pracy  ... oby ...  




28 marca 2011

no to start ...

1.
2..
3...

i jak  to każdy zauważa znów zaczął się ten wredny poniedziałek ... nie dość tego jakiś mądry kazał zmienić godziny do przodu !!  i zamiast godziny snu niespodziewanie rozlega się okrutny dzwonek w telefonie radiu i innym nieznośnym urządzeniu do walki z najlepszym snem ... o tak ... ja jak to zwykle zapomniałem o tak małej delikatnej sprawie jak dostosować czas na wieży do obowiązujących warunków... nie wiem pól dnia o tym wiedziałem a tu bęc pobudka wstaje ... uśmiecham się na myśl o nowym dniu o tak ... to nie to o większość po otarciu robi o nie ... ja czuje następująca we mnie energie ... i słyszę głos spikera mojego zwariowanego prezentera porannego który wprowadza w dobry nastrój swoimi pomysłami ... " witajcie słuchacze jest siódma powtarzam jest godzina siódma ... jeszcze raz wybiła godzina siódma... gdy był by to pryma aprilis pomyślał bym ze coś wkręcają ... przebiega mnei jak piorun myśl za 10 minut muszę wyruszać d o pracy a ja jeszcze nawet dobrze nie otworzyłem oczu .... czuje jak energia jak samochód z turbodoładowaniem ogarnia mnie , przeszywa, przenika przez ciało ogromna dawka energii ... czuje jak to nabrzmiewa ... fala za fala kopie mnie a ja zaczynam z powolnego żółwia stawać na starcie jak szalony królik który nie wiadomo co zjadł bo ustać na łapkach nie może... pakowanie , ubieranie, śniadanie przygotowane jak bym pracował w pit stop formuły 1... czasy może nie liczone w milisekundach ale szybko pewnie i skutecznie wykonywane ruchy..  czuje się w środku spokojny opanowany ruchy są jak taniec ... szok 10 minut gotowy i przygotowany do nowych wyzwań ... czuje się dobrze choć o mało nie zaspałem ... mijam klatkę która na pamięć znam i w nocy bez zapalania światła mogę przejść nawet po największej imprezie na kolanach docieram  .... zaczyna się jasno robić wychudzę na podwórze.. zaczyna się... wszyscy jak w wyścigów szczurów mijam spokojnie pewnym krokiem, patrząc mijającym robotą w oczy , zaspani zmęczeni , czuć niski poziom energii .. tak jakby całą noc pracowali .. a może ... nie pracowali ale robili coś czego nie lubią i tak ich zjadło .. delikatny wietrzyk przeszywa gdy przechodzę w zacienionych miejscach.. jak dotyk zimy która nie chce ustąpić jeszcze przeszywa kurtkę oddechem ... trafiając w te miejsca gdzie to odczucie jest bardzo mocne .. dzięki że cienie się kończą i panowanie tego przeszywającego oddechu znika wraz z cieniem  i czuć już słoneczne promienie spływające na ziemię, otulające przyjemnym ciepłem .. zazwyczaj kobiety wiedzą jak działa promień słońca na ich ciało, jak umieją jak lisć przejąć tą energię pochłonąć w siebie jak najgłębiej do najzimniejszych miejsc i nią wybuchać na zewnątrz... widać że ruchy są bardziej energiczne a nastawienie mocniejsze a jak już się nią całe nakarmią będzie widać jak nią będą emanować ... 

no dobra poniedziałek największy wróg z większości z Was ... każdy czasami myśli o nie znów do pracy znów się zaczyna... pozdrawiam osoby pracujące 7 dni w tygodniu im się nie dziwie choć stają i idą dalej .... ja lubie go bo oznacza ostrą walkę w poranek z komputerem nie ma opcji zaspany ... ranek zawsze ten sam każdy może powiedzieć monotonny wchodząc po schodach witając się wesoło z sekretarkami wiem jakie warunki mnie czekają zaraz po wejściu do mojego miejsca pracy.. zapach kawy i ogień ostrożnie wykonując zadania żeby się nie pomylić ... jak ja kocham odpowiedzialność gdy jedna liczba może kogoś doprowadzić do wrzenia a co gorsza do zawału jakbym się pomylił... czuje się jak to na tobie leży i każdy ruch spokojnie wykonujesz aby nie pomylić się.. gdy każda cyferka uważnie przeglądana ... później jeszcze raz i znow jeszcze raz aż będzie wszytko idealne ... i tak totalnie zabsorbowany walką z tym co się dzieje na ekranie ukradkiem przemykam ten dzień w pracy ...