ile kur..e można ...
a co co chodzi a o to że co jakiś czas sam siebie oszukuje... dziwne .. nie przebiegłe w swej myśli... taka nasza natura ....
tak więc u mnie to wygląda tak... nam swoje marzenia i dążenia jakieś cele ... ale zawsze coś na drodze stanie ,, a człowiek to leniwa istota... chyba ja byłem za bardzo ... nawet dojście do połowy wyznaczonego zadania .. okupione ciągłymi potyczkami z samym sobą walką o każdy krok w przód o każdy milimetr spełnienia ... i co stając i czując jak to dużo kosztuje .. logika zaczyna się włączać i znów napastuje mnie odczuciami.. tymi złymi .. oziębłymi słowami... ze jestem słaby.. odpuść sobie.. pomyśl na co to robisz ... i tka czujesz że się poddasz.. a najgorsze to moje uczucie lenistwa... o tak ono doprowadza do szału zmysły ... potrafi jak strzała czy grom z nieba zaatakować... przeszyć.. poczuć niepokój i niestabilność ... co tylko doprowadza do tego że znów oszukałem samego siebie ... każdy się spyta jak to...
proste mam marzenia i chciałbym je zdobyć ale to wymaga jednej prostej w swej myśli -> zmiany... a wiem co to oznacza ... człowiek przyzwyczajony do urojonego spokoju.. do tego co go otacza bo nie zaskakuje i nie śmierdzi uczuciem niechybnych zmian ... każdy ma takie uczucie że lubi ten porządek co jest.. narzeka ale go lubi... choć w duszy sam się oszukuje tak powtórzę to... sam siebie oszukuje (nawet to podkreślę) że tak mi jest dobrze i przyjemnie .... i tak ciągle wpajam sobie tą myśl że jest fajnie świetnie ... a czego .. przecież jeden mały krok w dużym okresie czasu okazuje się że ten mały krok prowadził do zmiany rzeczywistości .. ale chyba nie wiem czy to polska natura czy podobno jakiś wpływ znaku zodiaku ... skąd te bzdury piszą ... tak polak to narzekacz .. nic nie zrobi i nic nie ruszy palcem ... nawet nie pomyśli że jeden ruch może wytworzyć coś nowego coś ciekawego.. "e nie" na pewno usłyszę ... nasza logika dobrze się broni przed zmianami ... nienawidzimy ich .. nie lubimy ich ... nie czujemy się z nimi dobrze... oznaczają ze świat nagle się rozpada i nasze 4 ściany które dobrze nas chroniły od tego nagle jak japońskie domki się rozpadły pod naporem rzeczywistości... kocham błogi stan spokoju gdy nie ma ciśnienia.. i jak robocik krocze dzien za dniem wiedząc co się wydarzy...
dość dość dość...
wszędzie każdy coś mowi i daje rady ... ale zacząć os siebie najtrudniej... te obawy miotające mną.. te uczucie nieświadomości.. że nagle dzień inaczej się może skończyć... myśl główna i na co to i po co ... ciągle przeszywa ciało i umysł stawiając ciągle człowieka w jakieś zakłopotanie zły nastrój... ciągle omotają w myśli które mają uziemić moje pragnienia do ziemi .. pokazać że teraz teraźniejszość jest dla mnie najlepsza i nie potrzebuje tego ... no i walcz sam z sobą ... to chyba najgorszy wróg jaki może istnieć dla mnie ... nie ma gorszego .. potrafi po każdej mojej porażce jak to polak pokazać że to się nie opłaca wyśmiać działania.. szydzić z tego co staram się poprawić i pokazać jak to wygląda beznadziejnie ... o nie ... tak upadam ... codziennie czasami.. tak czuje tą złość jak mój głos znów ze mnie szydzi ... jak polak który się cieszy że sąsiadowi się coś stało a jemu nie ... mój własny głos zabija mnie... czuje jak zużywa energie która mogę wykorzystać do innych celów... dwa dni spokoju ale moja energia nie powoli temu działaćdalej .. głos ucichnie w końcu wstaje i dalej walczę... choć nie raz opadnę jeszcze ..
zacząłem od małych rzeczy .. od rzeczy które zawsze się na jutro odkłada.. tak ciągle jutro i jutro ... a dziś przenika mi przez pralce ... jak piasek żółto bursztynowy z najpiękniejszej plaży czy woda błękitna opływająca palce po nabraniu z nad najczystszego jeziora na świecie która jest tak cysta że aż strach zanurzyć się w niej żeby nie zepsuć i jej przepięknego lustra nieniskiej barwy odbijającej słońce od kamieni na dnie... choć tak piękne umykają mi dziś ze słowem jutro... nie ma tak...
mam dość jak to ktoś kiedyś powiedział mamy władze na dziś.. teraz ... nie jutro... więc każdy dzień niech będzie wyzwaniem, niech ciągle czuje to uczucie zmian.. doprowadzi mnie ono na szczyt choć mojego najmniejszego marzenia i celu... (oo nich kiedyś opowiem) ... choć czuje słowa mojego wewnętrznego ja dziwnym faktem nie boje się już jego śmiechu... bo i tak wiem że kiedyś wygram stane na szczycie mojego ja i powiem co teraz możesz mi powiedzieć ... po tylu twych słowach tylko mnie wzmocniłeś w tym co robiłem ... nie chce się oszukiwać że tak mi jest dobrze ...
mam dość wmawianie sobie samemu że wszytko jest ok.. jeżeli żyje tak jak nie chce ... jak żyje nie zgodnie ze swoimi potrzebami ... i sam siebie oszukuje ... że tak mi jest dobrze .. bo to nie prawda ... każdy czasami patrzy w siebie i czuje że czegoś mu brak .. mi też tak jest .. i powiem że to mnie zaczęło męczyć ...
szkoda czasami czasu żeby nie słuchać siebie ... ono czasem mówi czego pragnie ... czemu tego nie dać... choć to jest ciężkie.. wymaga prostego słowa a jak mocnego dla mnie ... zmiany... ono ma moc ... której się obawiam a z drugiej strony chce to .. a dążenie tak kusi .. że już ja wybrałem .. wole czuć tą moc niż upadłe .. nieprawdziwe .... oszukujące mnie uczucie przyjemności ... spokoju ... chorego wmawianego komfortu ...
trzymam za siebie kciuki żebym wstawał coraz szybciej z każdego upadku ....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz