15 kwietnia 2011

dziwny rodzaj zaufania w stosunku do mnie ...


hmm 

to bardzo ciekawe .... chyba jestem typem który ma wrodzone ze by pomagać ludzią... i to nawet bezinteresownie.. czasami bezinteresownie od tak dla siebie ... żeby poczuć sie chyba bardziej ludzki .. poczuć te fajna przyjemność po wykonaniu i jeszcze zadowoleniu ..  to uczucie jakiegoś triumfu nad samym sobą ... jakaś naiwność jakiś taki dziwny atak fajnej energii we mnie który się czuje jak emanuje.. w tedy jestem z siebie jeszcze bardziej zadowolony czuje sie przyjemnie i lubie to uczucie we mnie  ...

kto mnie zna to wie że zawsze staram się wysłuchać i rozwiązywać to co ich męczy... nie wiem dlaczego daja tyle zaufania do tego.. czuje że jak ktoś to robi to wie że odemnie dostanie odpowiedź.. dziwne bo czasami wiem więcej o nich niż ich rodziny a nie wspomnę o najdroższych ... dziwne to .. wiem wiele .. czasami za dużo to powoduje że muszę uważać ... mogę stworzyć katalog każdego mojego rozmówcy i powiedzieć co lubi jak zrobić żęby się cieszył czy ci na ba sumiwniu...  troche to dla mnie za duża odpowiedzialność ... znam rzeczy .. których może bym nie chciał wiedzieć ale już zostałem nimi obdarzony ... hmm skąd takie zaufanie .. no nie wiem skad wszyscy czuja że można mi powiedzieć ... nie wiem skąd czerpią wiedzę że jestem rozwiązaniem ich problemów.. bardzo szybko je ujawniają ... jakoś za szybko to czasami się dzieje ... nie wiem chciałbym być raz tąosobą i poczuć dlaczego właśnie ja.. ten który ma mało co ożyciu do powiedzenia ja się go dopiero ucze.. dopiero co nauczyłem się spostrzegać je cieszyć sie nim i nadawać mu sens i pasje.. ale ciągle sie go uczę ... a tu bęc ciągle ktos cos chce ode mnie coś  .. i czasami muszę uważać bo wiem o niektórych zbyt wiele i trzeba trzymać w sobie za zębami ... uważać żęby czasami w dziwnym wątku nie użyć swojej wiedzy w złym czasie....

jak to jest że oni szybko do mnie czują zaufanie ... i mówią rzeczy do których pewnie nie przyznaliby sie innej osobie .. dziwne ... intrygujące ... choć naprawdę fajnie czuć że coś można zrobić w tym zwariowanym świecie..

 to ciekawe .. np moja właścicielka nie wiem czy ze względu na poprzednich właścicieli .. zawsze płaci za mnie wszytkie rachunki sprawdza i opłaca sama .. to jest inny sposób zaufania ... mieszkam mógłbym to rozwalić albo nie płacić jej ale płące i mogłbym spokojnie opłącać rachunki ... ale nie ... sama to robi..

drugą sprawą jest policja ... zawsze nie lubie spotkań z nimi .. denerwują mnie strasznie .. zawsze nie lubie jak mi zajeżdzają drogę .. czuje nie pokój choć nigdy nic nie zrobiłem złego .. no oprócz picia w miejscach publicznych ... ale to lubie i kiedyś o tym napisze to taka moja dawka adrealiny ... wiedząc że to jest karalne i tak to robie.. zawsze z policja to musze dokumenty wyciagać albo komórke mi sprawdzają ...  no coż wyglądam młodo może dlatego..

ale też są takie sytuacje jak dziś podchodzi pani i pyta czy mam czas... myślałem . że chciała szybciej do kolejki i kupić coś to że ja po pracy to mam trochę wolnego czasu więc ją przepuściłem ...  atu bęc dostaje do reki telefon i jakiś papierek .. prosi o wpisanie kodu doładowania.. a mogłem uciec z tym telefonem .. ech .. nie wiem skąd się tu bierze ... ciekawe ...

tak więc będę sie starał dalej sluchać  i pomagać bo to mnie laduje i daje kopa energii ...


12 kwietnia 2011

miajajac zombi ... codzien ... przerazam się...

hmm jak to by powiedzieć .. jest mi smutno chodząc po mieście ... i czuje się dziwnie ... 

wyobraź sobie ... popatrz na codzienny dzień na mieście ... rano ... czy popołudniu... wszędzie ludzie ... mrówki można powiedzieć ... rano rozumiem wstają i zaspani idą z punktu a dom do pracy punkt b znaną na pamięć trasą ... tym samym autobusem czy drogą która c jakiś czas coraz bardziej się korkuje .... wkurzeni znudzeni i już zrana przemęczeni... ech ...

no dobra popołudnie idę sobie ... wesoło stukając podeszwa o nasze krzywe .. hmm może ktoś jakiś algorytm czy funkcję matematyczną użył do układania tych chodników .. nie wiem ale niektóre to jak złożone funkcje matematyczne tu się wybrzuszają tu znikają w dół .. istne sinusoidy ... drogi chyba lepiej już kładą .. mniejsza z tym choć przy moim sposobie chodzenia to ciężko się porusza .. jeżeli ja się Lubie rozglądać i patrze przed siebie zapominam że nagle zmiana wysokości to kilka cm 
nagle krok się staje chwiejny ... ruch ciała pewnie nieźle głupio wygląda dla kogoś mi się przyglądającego .... hmmm nie wiem może się dowiem ... później zanim odzyskam swój krok kilka pierwszych jest nie do opanowania.. czuje się jak małe dziecko które dopiero się uczy chodzić a jego krok jest niestabilny.. każdy nowy ruch wyzwaniem żeby się nie przewrócić... i przez to pewnie tak mi ciężko wróćić do poprzedniego mojego tempa i kroku którym mijam chodniki i ludzi ... 

no dobra co mnie boli... może bardziej przeraża ze te mrówki nawet popołudniu nie zwolnią biegną ... wszytko w ciągłym pospiechu ... czuje jak przechodzą koło mnie zombi... brak energii od czasu do czasu ktoś popatrzy sie do góry czy popatrzy prosto w oczy .. czuje się jak bym cienie mijał .. brak jakiegoś życia ... brak energii szczęścia... czujesz nic ... nawet czasami czuć jak mogli to by 
zaczęli twoje bateryjki wyjaławiać .. karmiąc się tym co masz... i to nie tam lyk ... tylko wszytko i to już ... tak żeby z ciebie sam konar został bez liści ... suchy jak patyk i łatwy do złamania tylko dobrze ktoś dmuchnie i znikasz... padasz... załamuje mnie ten widok ... spoko żyjemy w czasach ekstremalnie szybkich ... ale ja potrafię np zwykłą rzecz zamienić na spacer... idę do sklepu... podkreślam ide... kupuje kilka rzeczy a nie pełen wózek i mam czas żeby się przejść ... 15 minutowy spacer by niektórych chyba przeraził  .. ja Lubie iść 45 minut do mojego bankomatu choć swój pierwszy mam pod nosem .. i to tak blisko że w jakbym się uparł to w kapciach mógłbym wyskoczyć.. ale po co ... mogę się przejść mogę czuć i patrzeć na zieleń która właśnie się rodzi... zostawiam telewizor i komputer.. wychodzę nawet sam idąc więcej robię niż przed telewizorem ... 
fakt jedno co zabija ludzi wpatrzonych w chodnik ... jakby szukali tam szczęścia zgarbieni jak to wszyscy mowia tym beznadziejnym krajem... fakt jest ... ale wielu jakoś w nim sobie radzi ... i jeszcze cieszy się życiem .. fakt cześć to farty po rodzicach .. ale część to własna praca i determinacja... jesteśmy nauczeni do marudzenia a nie działania... a taki prosty spacer jest przyjemny ... chciałbym tylko mijać wesołych ludzi nie tylko mrówki ...zamęczone pracą obowiązkami i zagubione w tv ... 

jak by się milej żyło jak by więcej uśmiechu można było spotkać w zwykły dzień w każdej najprostszej sytuacji sami byśmy sobie pomogli bardziej nim niż czasami współczuciem dla innych ... 

a na pewno mijając ich czułbym sie przyjemniej i fajniej... patrząc w te wesołe i pełne energii oczy mijanych ludków a nie zombi.....

czekam ... na to ... 

10 kwietnia 2011

jak łatwo oszukiwać samego siebie ....

ile kur..e można ... 

a co co chodzi a o to że co jakiś czas sam siebie oszukuje... dziwne .. nie przebiegłe w swej myśli... taka nasza natura ....

tak więc u mnie to wygląda tak... nam swoje marzenia i dążenia jakieś cele ... ale zawsze coś na drodze stanie ,, a człowiek to leniwa istota... chyba ja byłem za bardzo ... nawet dojście do połowy wyznaczonego zadania .. okupione ciągłymi potyczkami z samym sobą walką o każdy krok w przód o każdy milimetr spełnienia ... i co stając i czując jak to dużo kosztuje .. logika zaczyna się włączać i znów napastuje mnie odczuciami.. tymi złymi .. oziębłymi słowami... ze jestem słaby.. odpuść sobie.. pomyśl na co to robisz ... i tka czujesz że się poddasz.. a najgorsze to moje uczucie lenistwa... o tak ono doprowadza do szału zmysły ... potrafi jak strzała czy grom z nieba zaatakować... przeszyć.. poczuć niepokój i niestabilność ... co tylko doprowadza do tego że znów oszukałem samego siebie  ... każdy się spyta jak to...

proste mam marzenia i chciałbym je zdobyć ale to wymaga jednej prostej w swej myśli -> zmiany... a wiem co to oznacza ... człowiek przyzwyczajony do urojonego spokoju.. do tego co go otacza bo nie zaskakuje i nie śmierdzi uczuciem niechybnych zmian ... każdy ma takie uczucie że lubi ten porządek co jest.. narzeka ale go lubi... choć w duszy sam się oszukuje tak powtórzę to... sam siebie oszukuje (nawet to podkreślę) że tak mi jest dobrze i przyjemnie .... i tak ciągle wpajam sobie tą myśl że jest fajnie świetnie ... a czego .. przecież jeden mały krok w dużym okresie czasu okazuje się że ten mały krok prowadził do zmiany rzeczywistości .. ale chyba nie wiem czy to polska natura czy podobno jakiś wpływ znaku zodiaku ... skąd te bzdury piszą ... tak polak to narzekacz .. nic nie zrobi i nic nie ruszy palcem ... nawet nie pomyśli że jeden ruch może wytworzyć coś nowego coś ciekawego.. "e nie" na pewno usłyszę ... nasza logika dobrze się broni przed zmianami ... nienawidzimy ich .. nie lubimy ich ... nie czujemy się z nimi dobrze... oznaczają ze świat nagle się rozpada i nasze 4 ściany które dobrze nas chroniły od tego nagle jak japońskie domki się rozpadły pod naporem rzeczywistości... kocham błogi stan spokoju gdy nie ma ciśnienia.. i jak robocik krocze dzien za dniem wiedząc co się wydarzy...

dość dość dość... 
wszędzie każdy coś mowi i daje rady ... ale zacząć os siebie najtrudniej... te obawy miotające mną.. te uczucie nieświadomości.. że nagle dzień inaczej się może skończyć... myśl główna i na co to i po co ... ciągle przeszywa ciało i umysł stawiając ciągle człowieka w jakieś zakłopotanie zły nastrój... ciągle omotają w myśli które mają uziemić moje pragnienia do ziemi .. pokazać że teraz teraźniejszość jest dla mnie najlepsza i nie potrzebuje tego ... no i walcz sam z sobą ... to chyba najgorszy wróg jaki może istnieć dla mnie ... nie ma gorszego .. potrafi po każdej mojej porażce jak to polak pokazać że to się nie opłaca wyśmiać działania.. szydzić z tego co staram się poprawić i pokazać jak to wygląda beznadziejnie ... o nie ... tak upadam ... codziennie czasami.. tak czuje tą złość jak mój głos znów ze mnie szydzi ... jak polak który się cieszy że sąsiadowi się coś stało a jemu nie ... mój własny głos zabija mnie... czuje jak zużywa energie  która mogę wykorzystać do innych celów... dwa dni spokoju ale moja energia nie powoli temu działaćdalej .. głos ucichnie w końcu wstaje i dalej walczę... choć nie raz opadnę jeszcze ..

zacząłem od małych rzeczy .. od rzeczy które zawsze się na jutro odkłada.. tak ciągle jutro i jutro ... a dziś przenika mi przez pralce ... jak piasek żółto bursztynowy z najpiękniejszej plaży czy woda błękitna opływająca palce po nabraniu z nad najczystszego jeziora na świecie która jest tak cysta że aż strach zanurzyć się w niej żeby nie zepsuć i jej przepięknego lustra nieniskiej barwy odbijającej słońce od kamieni na dnie... choć tak piękne umykają mi dziś ze słowem jutro... nie ma tak... 

mam dość jak to ktoś kiedyś powiedział mamy władze na dziś.. teraz ... nie jutro... więc każdy dzień niech będzie wyzwaniem, niech ciągle czuje to uczucie zmian.. doprowadzi mnie ono na szczyt choć mojego najmniejszego marzenia i celu... (oo nich kiedyś opowiem) ... choć czuje słowa mojego wewnętrznego ja dziwnym faktem nie boje się już jego śmiechu... bo i tak wiem że kiedyś wygram stane na szczycie mojego ja i powiem co teraz możesz mi powiedzieć ... po tylu twych słowach tylko mnie wzmocniłeś w tym co robiłem ... nie chce się oszukiwać że tak mi jest dobrze ...

mam dość wmawianie sobie samemu że wszytko jest ok.. jeżeli żyje tak jak nie chce ... jak żyje nie zgodnie ze swoimi potrzebami ... i sam siebie oszukuje ... że tak mi jest dobrze .. bo to nie prawda ... każdy czasami patrzy w siebie i czuje że czegoś mu brak .. mi też tak jest .. i powiem że to mnie zaczęło męczyć ...

szkoda czasami czasu żeby nie słuchać siebie ... ono czasem mówi czego pragnie ... czemu tego nie dać... choć to jest ciężkie.. wymaga prostego słowa a jak mocnego dla mnie ... zmiany... ono ma moc ... której się obawiam a z drugiej strony chce to .. a dążenie tak kusi .. że już ja wybrałem .. wole czuć tą moc niż upadłe .. nieprawdziwe .... oszukujące mnie uczucie przyjemności ... spokoju ... chorego wmawianego komfortu ...

trzymam za siebie kciuki żebym wstawał coraz szybciej z każdego upadku .... 


3 kwietnia 2011

roboczy weekend ....

Nie ma jak to pojechać do swojego rodzinnego miasta na weekend... szybkie pakowanie w piątek i ogień, miejski na dworzec i już pędzę do swojego miasta .. nocna porą .. jak zwykle w tym szybkim pakowaniu nic do czytania nie wziąłem więc zostaje zasnąć.. to mam opanowane do perfekcji po kilku minutach jazdy potrafię się wyłączyć i  zdrzemnąć nawet w rzucającym na wybojach w niewygodnym fotelu ...  - w końcu wiedziałem żę ten dzień nie skończy się na przyjeździe tylko do domu ...

ponieważ weekend jest krótki a trzeba odwiedzić parę osób których znów chwile nie wiedziałem ... i jeszcze jakoś podzielić ten czas żeby kogoś nie urazić .. jak ja kocham takie wyzwania ... podzwonić poumawiać się i przypadkiem o czymś  nie zapomnieć ...mało kiedy używam kartki i długopisu .. moim śmieciowych schowkiem jest umysł ... nie wiem jak on to mieści i nie gubi ale jak na razie muszę mu przyznać że nieźle się spisuje choć czasami ktoś mi wypomni że o czymś znów zapomniałem ... może dlatego że jak się umawiam to idę i staram się być punktualnie wyrobiła mi się pamięć do śmieci ... które  są tylko kilka dni potrzebne ...  

no i już tylko wjeżdżam już się umawiam.. wiedziałem w duszy że ten dzień łatwo się i szybko nei skończy.. spotykam mojego dobrego przyjaciela ... taxi szybko do domu rozpakować... zjeść przywitać się i już na mieście ... idziemy do sklepu... kurde zamknięte ... co jest ... na zegarek o masakra to już 23 godzina ... nic nocny nam zostaje ... a tam jak zwykle wiele przemykających ludzi zmęczonych już wieczorem ale stojąc ciężko na nogach zamawiający następne % i to tak egzotyczne że nawet wymówić ich nazwy ciężko ... 
zaopatrzenie sklepu nie jest duże, więc zbieramy trochę chmielu i gonimy dalej ... przenikamy po chodnikach na których jakieś niedobitki jeszcze idą .. jak nazwać można to chodem bardziej przesuwają ciężkimi nogami po kwadratach chodników ... im bardziej chcą iść prosto tym bardziej ... ich ruch i każdy krok jest niestabilny ... zabawnie to wygląda na twarzy skupienie pełna interwencją rekami aby utrzymać pion.. a ciało i tak ugina się i przemieszcza całą osobę w dziwnych pozach ..   pamiętam jak byłem młodszy po dyskotece imprezie na szkole wchodząc jak najciszej zawsze narobiłem takiego hałasu że sąsiadów można było obudzić .,... a zwłaszcza rodzice wiedzieli  ze zmęczony wróciłem ... ech ... 

dobra wracając do wątku .. po pełnych godzinach rozmów żartów i innych rzeczy wypiciu paru piwek trzeba iśc do domu .. pogoda jest fajna ciepło wiec czemu nie zwiedzić swojego rodzinnego miasta na piechotę... 

jest 3 godzina ... cały spacer zajmie około 45 minut zobaczę co się dzieje w małym świecie... 
idąc znanymi dla mnie drogami nie mijam żadnego człowieka ... ech kiedyś wracając z imprezy zawsze ktoś sie gdzieś przemykał szurał butami na autopilocie .. wracając po dobrej imprezie do domu .. a teraz ptaki tylko słyszę ... raz na kilka minut taksówka no i może z dwa razy taksówka śmignie pustymi ulicami ... ech miasto zamarło ... nawet w oknach nie ma świateł wszyscy śpią no to nie możliwe ....  dochodząc do swojego osiedla mijam miejsca z młodszych lat
pamiętam jak się całymi ekipami tam siadało całymi dniami... zawsze było wiadomo gdzie szukać ludzi .. gry w karty .. piwo .. kawaliery ... toczyło się życie ...  nie było dnia nawet w deszczową porę zima czy jesień aby nie wyjść na powietrze i czegoś nie wykombinować .. przyjemne czasy ... nie potrzeba było internetu komputerów a tak zawsze było wyśmienicie .. zawsze człowiek wyszedł coś porobił ... 



szkoda że teraz tak nie ma ...  choć czasami udaje mi siękogoś jak za dawnych czasów wyciągnąć na coś zwariowanego ale o tym kiedyś.....