31 marca 2011

obudzic sie.... z matrixa ....

Każdy widział ten film a może prawie ... Jak Leo dostaje 2 kolory ... ciekawe ile by dał żeby wybrać tą w której był błogi sen .. spokój ... i niewiedza o tym co się dzieje poza granicami matrixa.... myślę że jakby mógł wybierać jeszcze raz wybrał by zapomnienie... tak jesteśmy stworzeni tak że nie lubimy zmian.... a zwłaszcza w swoim życiu .. które następują bez naszej woli .... ja napewno nie lubię takich sytuacji gdy nagle wszytko zmienia się o 180 stopni i znajdź silę w sobie aby to teraz pokonać i sprostać... uczucie niepewności ... co wydarzy sie za zakrętem chwili ... uczucie pustki ... po czymś co było do czego byłem przyzwyczajony z czym żyłem na co dzień i wiedziałem co może się wydarzyć ... Neo choć miał pozorny wybór stawiam że tam obydwie działały tak samo ale miał ... mnie postawiono już przed faktem dokonanym... stało się .... po chwilach przyjemnych, namiętnych , totalnie fajnych odczuciach i chwilach ,które powodowały szybszy rytm serca ... pach .... strata oddechu na sekundę i zaczyna się ... pustka ... nicość ... uczucie leku i obawa ... 
wypadam z wygodnego matrixa na cztery kończyny - w końcu spod znaku kota - w ciemność z której wiem już że tylko sam mogę coś działać nie ma glosu prowadzącego .. nawet jakieś wskazówki co w takiej sytuacji mam czynić ....  a czujesz tylko złe myśli przeszywające cię jak strzały ... bezradność i poczucie bezsilności.. 
no i znów trzeba zacząć od nowa ... ale pokręcony los .... fakt w tym ciemnym miejscu czas na podliczenie strat... sprawdzenie swoich grzechów ... rozliczenie się z samym sobą ... wyciągasz błędy ... analizujesz ... wyciągasz wszytko to co to utworzyło... swoją obecną sytuację ...  
kiedyś przeczytałem ciekawy tekst z pewnej książki dziś nie pamiętam jej tytułu ale to co autor napisał zaczęło we mnie wibrować a cytat ten to " prawdziwego człowieka poznasz po tym nie ile razy upada a jak szybko potrafi wstać" .. proste w swoim zamyśle wibruje mi pomiędzy tymi wszystkimi złymi myślami odbijając je na 2 tor ... zaczynam pozytywnie myśleć o tej sytuacji ...  sam oszukując swoja logikę zaczyna uwierzyć że to miało sens i cała ta sytuacja nawet na samym dole ciemnego dołu ma dla mnie pozytywne znaczenie... łudzę się tą myślą i nią zaczynam żyć jakby stała ona się mną ... czuje jak ona nabrzmiewa i pobudza przyjemne odczucia... 
a za nimi jeszcze lepsze i tak nakręcając się sam podnoszę się na nogi .. widzę że wspinaczka będzie długa ... ciężka i nieraz pewnie mnie przytłoczy myśl czy to na pewno dobre rozwiązanie czy ten Syzyf to nie ja który ciągle pod samym szczytem upada a jego kamień obsuwa się powoli znów w dól zaczynając tą monotonną sytuację od nowa ... hmmm .. carpe diem ... co ma być to będzie ... nie będę próbował to upadnę gorzej ... bo stracę w swych oczach ... moja osobowość upadnie już że nigdy nie podniosę się będę ciągle grymasem swojego życia .. chłopczyk 30 letni ... który co potrafi robić to się użalać o nie !! ... tego nie dopuszczę ... mamy jedno i zbyt krótkie .. 
jak już ktoś mnie wyrwał z matrixa mojego przyjemnego życia które uważałem za dobre to znaczy że coś miał na myśli ... w sumie mogę podziękować za to "szczęście" upadku ... dziwne nie ... ale tak ... to co się wydarzyło powstało do napędzenie ku lepszemu dziś a nie jutro ... dziś się zaczyna walka nie żadne jutro ... dziś trzeba iśc i coś zrobić nie odłożyć ... dziś może się dużo wydarzyć ... dziś może być fantastyczny dzień... 

chce podziękować za ten upadek.. kto kiedyś oglądał FIGHT CLUB to było tam podobnie ... upadając na dno możemy jak motyl ewaluować ... 

ktoś może powiedzieć e ma dobrą pracę .. .tak ile w niej siedzisz godzin ? .. fakt mas na wszytko auto z salonu mieszkanie tfu co ja mowie apartament.. telewizor i sprzęt hifi super klasy ... zbierasz na nowy ekstrawagancji mebel który doda twojej osobowości smaku przy gościach ... 

a ja lubię swoją prace ... nie pracuje więcej niż 9 h plus jeden weekend w miesiącu ... nie mam na auto z salonu tak chodzę na piechotę lub nielubianą przez was komunikacją miejską..  mam telewizor stary ale działa choć go nie używam....  nie oglądam telewizji .. czasami gram na wyśmiewanej przez wszystkich konsoli WII ale mamy frajdę z niej szczególnie na imprezach ze znajomymi  .. 

jest jedna rzecz która praca i telewizja zabija ... ja czuje ... ja ide po mieście ... widzę dotykam czuje zapach ... mijam spokojnie ludzi .. miejsca .. mam czas żeby się zatrzymać ... zobaczyć ostrzej dokładniej ... napawać się miłym widokiem .. uśmiechnąć do przechodzącej dziewczyny ... choć w  cale jej nie znam ... dzięki że chodzę na piechotę mogę dłużej zobaczyć energicznie przechodzącą kobietę jej każdy ruch ... co jest fajne i przyjemne dla mnie ... 

to jest właśnie moje przebudzenie z matrixa ostre ale inny pogląd na świat inaczej spostrzegam siebie oraz otoczenie ....  a czy będzie to dobre dla mnie ... nie wiem.. ale czuje że jestem na jakieś nowej intrygującej ścieżce i łatwo z niej nie zejdę ... problemy będą ale staram się przeskoczyć je lub znaleźć sposób na nie ... i jak Neo musze się przystosować do nowej rzeczywistości nowego świata .... 


o tak .......

29 marca 2011

kobiece rzeczy.... których nie umiem robic dobrze ....

wtorek ..

coraz cieplej na dworze i przyjemniej ... powoli zielony kolor zaczyna barwic okolice, mój nos juz wyczuwa wiosnę moja alergia nasiliła się więc to już ostatnie oddechy zimy ... praca przebiegła spokojnie zmagając się  nad nowym wyzwaniem ...  projektem ... pasją ... praca (?) -  ble praca nudzi mnie to co robię nie - nazywa się to rożnie ale to samo dla mnie oznacza.
tak więc walcząc z ów nowym dziełem które ma uszczęśliwić współpracowników... dzień mija jak tornado nie wiesz kiedy i gdzie uderza godzina wyjścia.. ostatnie telefony .. ignorowanie ludzi którzy są większymi leniuchami zamiast czas poświęcony na dzwonienie przekazali go na to co chcą to by dawno załatwili sami no cóż każdy inaczej sobie radzi .. szkoda ze trafił na mnie - wybrednie odbieram telefony - to się nie doczekał ....

z racji że moje mieszkanie znajduję się nad sklepami a obok niego przebiega droga szutrowa.. wszyscy miłośnicy pokazania mocy swojego silnika i chyba dodania punktów do ego.. po odpaleniu swojego wozu.. siedząc jak rasowy rajdowca skupiony, napiety w pełnej gotowości startują ... koła boksują nie łąpiąc przyczepności a efekt ... pieprzona chmura kurzu która wkrada sie na okna ... całe w tym kurzu tylko sucho się zrobi.. jak kiedyś złapie za rękę...  spuszczę powietrze z 4 kół  i zostawię kartkę za wycieraczką nawet jak to będzie kosztować siniaka.... jak to wspomniałem słońce zaczyna pukać do moich okien więc trzeba by je przyjąć godnie do domu ... ostatnio zauważyłem że grubość tego kurzu na szybie jest taka że zaczynają działać jak lustro weneckie odbijając światło .. aż czuję się głupio co myślą sobie przechodnie codziennie idący tą drogą .. nic trzeba się podjąć nowe  wyzwania ...

no i jasne ... jak facet który mieszkał z rodzicami a później z dziewczyna moja  która to robiła...  teraz sam za to się wziąć ... jeszcze chyba nikt nie napisała poradnika dla faceta ala " faceci się domem opiekują" .. ciekawe kto by ją napisał .. kobieta myśląca ze umie wejść w skore faceta - porażka dla mnie - pewnie ten poradnik byłby nie do zrozumienia przez nasze logiczne myślenie ... podrywacz - nie tu by było żeby zaprosił koleżanki na imprezę i coś wymyślił żeby mu pomogły w tej czynności obiecując masaż , później pewnie by patrzył jak dziewczyny by się zabijały o okna aby jak najlepiej wypaść i dostać nagrodę - oby ja w ogóle umiał dobrze zrobić i miał silę dla wszystkich obiecany masaż wykonać .... żonaty - to już w ogóle odpada ma od tego żonę albo żona jego moim zdaniem mają już światopogląd ustawiony ... mają żony więc ich porady mogą być dziwne ... dla mnie ta opcja odpada zawsze uważam że czasami za mało przeżyli albo mieli wielkie szczęście otrzymać kochaną kobietę ... nie zobaczą tego jak to ja czuje albo widzę ... może kiedyś się za to ja zabiorę ... po dzisiejszych doświadczeniach lepiej opowiem jak to wygląda..

na starcie chylę przed wami niewiasty pokłon waszej nieskazitelnej dokładności i rzetelności w tej pracy ... wiem dlaczego kobiety mogą być księgowymi a ja nie .. nie mam tyle wytrzymałości i spokoju ducha ...  robienie tego samego i sprawdzanie 10 razy od razu czuje jak sie gotuje we mnie .. czuje jak mnie przeszywa jakaś myśl żeby już co innego robić .. czuje jak moje ciało w tej pozycji nagle staje się nieznośnie i kręci się jakby mrówki mnie obsiadły które kąsają a ja czuje jak mnie wszytko swędzi i nagle chce iść stąd jak najdalej ... ech jeszcze raz szacunek dla was dziewczyny ...

dobra zdobyłem płyn do szyb .. papierowe ręczniki ... ściągaczkę i szmatka do czyszczenia framug.. zacząłem ...  jeżeli chodzi o framugi to spokojnie mogę wykonywać tą czynność scierając ogromne ilości kurzu i doprowadzając znów je do śnieżnobiałego koloru ... to mi się nawet podoba przyjemne lekkie troszkę gimnastyki po siedzącej pracy to nawet przyjemne uczucie.. zajęty pucowaniem nie zauważam nawet ludzi przechodzących podemną (ale o tym później ). dobra pierwsze szkło od wewnątrz .. psikam tym płynem do szyb aromatyczny mój ulubiony zapach cytrusów atakuje okno ... rozpraszając się po całym mieszkaniu wraz z delikatnym wietrzykiem spoza domu ... całe okno mokre gotowe aby je przejechać delikatnym ręcznikiem zebrać i oczyścić je aby stało się przyjemnie przezroczyste i lśniące .. zaczynam ściągaczką zbierać wodę no i się zaczęło ... jakieś smugi ręka mi podskakuje po szybie tworząc wzroki jak zima na szybach ... kurde to nie jest takie łatwe jak sobie myślałem .. patrze pod światło o masakra wygląda gorzej niż przed ..... jakieś paski kreski od końcówki ściągacza ... ech ... wiedziałem że to nie będzie proste czuje zażenowanie... w moim wieku uczyć się takich rzeczy jak to możliwe ... dobra poprawka recznikami delikatnie przecieram zacieki .. nie jest to proste i czuje że już mnie bierze czuje jak mnie to zaczyna irytować i wkurzać.. oddech ... odpoczynek .. spoko to była cześć wewnętrzna....  

zaczynamy pod górkę .... no tak teraz to wyzwanie ... całe czarne ... 2 mm powłoka dobrze chroni przed promieniami słonecznymi ... naprawdę w duchu myślę teraz jak ktoś tak przejedzie to mu coś zrobię albo karze czyścić  może by się nauczył .. jeżeli chodzi o futryny to spoko idą pod wilgotną ściereczką powoli odsłaniając swoją biel ... ale szkło w oknie domaga się intensywnej pracy .. cale opryskane płynem przesuwam ręcznikiem aa tu się marze o nie ile będę go musiał zużyć żeby doprowadzić go do stanu używalności ... jeden raz drugi ... szok dalej brudne za trzecim razem robię to ściągaczem spoko brud ustąpił .. ale nie maskara znów mi gorąco czuje się wściekły .. smugi jakieś pozostawione miejsca ... nie no masakra ... dobra jeszcze raz tym razem poprawiając na szybko ręcznikiem ... zamykam ale widzę dalej gdzie niegdzie niedociągnięcia ... ech myślę nie mam do tego predyspozycji a nawet nikt nigdy nie kazał mi myć więc skąd mam brać jakieś doświadczenie .... dobra okna w pokoju .. troszkę więcej już wiem ... łatwiej mi idzie w domu ... inaczej już podchodzę ale i tak zostają smugi ... tak zostają .. a walka z ręcznikiem z nimi jest mozolna ... a teraz zewnątrz wychodząc na balkon widzę przechodzących ludzi patrzących się na wariata który przy + 7 stopniach walczy z futrynami ... o tak czuje że idzie świetnie tak futryny mnie nie pokonają .. to ja je zaraz odświeżę i doprowadzę do stanu jak były wstawione :) .... walcząc z samymi szybami i widząc w odbijających się nich ludzi uświadomiłem sobie coś ... 
coś przyjemnego .... jak jeszcze studiowałem zawsze w cieple dni siedzieliśmy na ławkach nawet po nic ale żeby wyjść... nie tak jak teraz tylko siedząc i obgadując wszytko na face czy nk wcześniej wszyscy się spotykaliśmy tam na ławce i to było forum .. wymiana zdań opowieści i tekstów.. to samo macie teraz w swych komunikatorach i wszystkich społecznościowych portalach ale nigdy nie dorówna to tamtym czasom ... pamiętam że nie raz lubiłem patrzeć na balkony na których dziewczyny zmagały się z nimi ... zawsze było to w cieple dni ... a te dziewczyny miały zawsze skąpe ubranie ... nie wiem albo było wygodniej albo wiedziały że my się tam patrzymy ... ale widok był zawsze intrygujący i przykuwający uwagę... a zwłaszcza jak zaczynały myć dolne partie .. delikatnie nachylone gibko wyćwiczone i napiete czasami wyglądały jak gimnastyczki na ćwiczeniach przed jakąś olimpiada .. widok był fenomenalny potrafił pobudzać wyobraźnie a obrazy były ponętne  ciekawe ... jak to kobiece ciało działał o na facetów a tu się ciągle poruszało przyjmując różne pozycję  wzbudzając ciepło wewnątrz człowieka a nawet pobudzało fantazję ... 

nie stety ja taki gibki dziś nie byłem .. do tego opatulony w  polar .... jedyne co mogłem dać przechodnią to ciekawy widok Faceta zmagającego się z oknami .. co mogło być dla niektórych zabawnym obrazem .. gdy się zmagałem z smugami pozostawionymi moimi nieskoordynowanymi ruchami ... 


jak na pierwszy raz jestem i tak dumny ze wyszedłem i podjąłem się wyzwania  ... nie są one doskonale wyczyszczone ale słońce spokojnie już może się wkradać przez nie do pokoju i gościć... 

ps dziś o 18 ustawiłem w końcu wieże jutro myślę że już nie zaspie do pracy  ... oby ...  




28 marca 2011

no to start ...

1.
2..
3...

i jak  to każdy zauważa znów zaczął się ten wredny poniedziałek ... nie dość tego jakiś mądry kazał zmienić godziny do przodu !!  i zamiast godziny snu niespodziewanie rozlega się okrutny dzwonek w telefonie radiu i innym nieznośnym urządzeniu do walki z najlepszym snem ... o tak ... ja jak to zwykle zapomniałem o tak małej delikatnej sprawie jak dostosować czas na wieży do obowiązujących warunków... nie wiem pól dnia o tym wiedziałem a tu bęc pobudka wstaje ... uśmiecham się na myśl o nowym dniu o tak ... to nie to o większość po otarciu robi o nie ... ja czuje następująca we mnie energie ... i słyszę głos spikera mojego zwariowanego prezentera porannego który wprowadza w dobry nastrój swoimi pomysłami ... " witajcie słuchacze jest siódma powtarzam jest godzina siódma ... jeszcze raz wybiła godzina siódma... gdy był by to pryma aprilis pomyślał bym ze coś wkręcają ... przebiega mnei jak piorun myśl za 10 minut muszę wyruszać d o pracy a ja jeszcze nawet dobrze nie otworzyłem oczu .... czuje jak energia jak samochód z turbodoładowaniem ogarnia mnie , przeszywa, przenika przez ciało ogromna dawka energii ... czuje jak to nabrzmiewa ... fala za fala kopie mnie a ja zaczynam z powolnego żółwia stawać na starcie jak szalony królik który nie wiadomo co zjadł bo ustać na łapkach nie może... pakowanie , ubieranie, śniadanie przygotowane jak bym pracował w pit stop formuły 1... czasy może nie liczone w milisekundach ale szybko pewnie i skutecznie wykonywane ruchy..  czuje się w środku spokojny opanowany ruchy są jak taniec ... szok 10 minut gotowy i przygotowany do nowych wyzwań ... czuje się dobrze choć o mało nie zaspałem ... mijam klatkę która na pamięć znam i w nocy bez zapalania światła mogę przejść nawet po największej imprezie na kolanach docieram  .... zaczyna się jasno robić wychudzę na podwórze.. zaczyna się... wszyscy jak w wyścigów szczurów mijam spokojnie pewnym krokiem, patrząc mijającym robotą w oczy , zaspani zmęczeni , czuć niski poziom energii .. tak jakby całą noc pracowali .. a może ... nie pracowali ale robili coś czego nie lubią i tak ich zjadło .. delikatny wietrzyk przeszywa gdy przechodzę w zacienionych miejscach.. jak dotyk zimy która nie chce ustąpić jeszcze przeszywa kurtkę oddechem ... trafiając w te miejsca gdzie to odczucie jest bardzo mocne .. dzięki że cienie się kończą i panowanie tego przeszywającego oddechu znika wraz z cieniem  i czuć już słoneczne promienie spływające na ziemię, otulające przyjemnym ciepłem .. zazwyczaj kobiety wiedzą jak działa promień słońca na ich ciało, jak umieją jak lisć przejąć tą energię pochłonąć w siebie jak najgłębiej do najzimniejszych miejsc i nią wybuchać na zewnątrz... widać że ruchy są bardziej energiczne a nastawienie mocniejsze a jak już się nią całe nakarmią będzie widać jak nią będą emanować ... 

no dobra poniedziałek największy wróg z większości z Was ... każdy czasami myśli o nie znów do pracy znów się zaczyna... pozdrawiam osoby pracujące 7 dni w tygodniu im się nie dziwie choć stają i idą dalej .... ja lubie go bo oznacza ostrą walkę w poranek z komputerem nie ma opcji zaspany ... ranek zawsze ten sam każdy może powiedzieć monotonny wchodząc po schodach witając się wesoło z sekretarkami wiem jakie warunki mnie czekają zaraz po wejściu do mojego miejsca pracy.. zapach kawy i ogień ostrożnie wykonując zadania żeby się nie pomylić ... jak ja kocham odpowiedzialność gdy jedna liczba może kogoś doprowadzić do wrzenia a co gorsza do zawału jakbym się pomylił... czuje się jak to na tobie leży i każdy ruch spokojnie wykonujesz aby nie pomylić się.. gdy każda cyferka uważnie przeglądana ... później jeszcze raz i znow jeszcze raz aż będzie wszytko idealne ... i tak totalnie zabsorbowany walką z tym co się dzieje na ekranie ukradkiem przemykam ten dzień w pracy ...